Całe rano żarłam. Jak to święta. Goście poszli. Zrobiłam sobie koktajl oczyszczający. Jednocześnie gram z mamą w szachy. Ona jednak rozmawia przez telefon z ciocią, która właśnie zadzwoniła. Uwielbiam przysłuchiwać się jej rozmową przez telefon. To takie ciekawe jak myślę na podstawie jej odpowiedzi co powiedziałam druga osoba. Ruszyłam się z miejsca i przeszukiwałam płyty muzyczne, bo w całym domu nastała głucha cisza. Popijałam koktajl, który wcale mi nie smakował. Ba, był wręcz ohydny. Strasznie mnie zemdliło. Poszłam do kuchni wylewając go do zlewu. Odwróciłam się na pięcie u oparłam o blat. Wciąż czułam gorycz w ustach. Sięgnęłam po butelkę wody i szybko popiłam.
Nie wiem, co skłoniło mnie żeby pójść do łazienki. Stoję przed lustrem. Przyglądam się swojej twarzy. Przytyłam. Przez święta. NIE. Nie choruję na bulimię. Ba, odchudzam się. Mogłabym schudnąć dziesięć kilo i wciąż byłabym w normie. A ja chcę mieć niewielką niedowagę. Oczywiście mama myśli, że będę w normie, ale nie chcę żeby się martwiła.
Podciągnęłam bluzkę. Tłuszcz. sięgnęłam po gumkę do włosów. Niedobry koktajl wciąż dawał się odczuwać. Uklęknęłam przed toaletą. Otwarłam usta czekając, co się stanie. Nic. Wsadziłam sobie dwa palce daleko do gardła. Szczerze mówiąc zdziwiłam się, że mogę je włożyć tak daleko. Nigdy wcześniej tego nie próbowałam. Nic. Nie pomogło. Włożyłam znowu. Z mojej buzi wyleciała zaledwie ślina z czymś, co prawdopodobnie nie dotarło jeszcze do żołądka. Ale nie można uważać tego za wymioty. Znowu włożyłam dwa palce. Nic. Wściekła rozpuściłam włosy. Mama kończyła rozmowę.
Stoję przed lustrem. Patrzę. Z pokoju dobiega mnie spokojna muzyka. Ułożyłam włosy tak, aby wyglądały jakoś normalnie. Spuściłam wodę w toalecie, tak aby nic nie odbiegało od normy.
Wychodzę. Idę. Siadam na kanapie jak gdyby nigdy nic. Mama nic nie zauważy. Na pewno.
Nie wiem, co skłoniło mnie żeby pójść do łazienki. Stoję przed lustrem. Przyglądam się swojej twarzy. Przytyłam. Przez święta. NIE. Nie choruję na bulimię. Ba, odchudzam się. Mogłabym schudnąć dziesięć kilo i wciąż byłabym w normie. A ja chcę mieć niewielką niedowagę. Oczywiście mama myśli, że będę w normie, ale nie chcę żeby się martwiła.
Podciągnęłam bluzkę. Tłuszcz. sięgnęłam po gumkę do włosów. Niedobry koktajl wciąż dawał się odczuwać. Uklęknęłam przed toaletą. Otwarłam usta czekając, co się stanie. Nic. Wsadziłam sobie dwa palce daleko do gardła. Szczerze mówiąc zdziwiłam się, że mogę je włożyć tak daleko. Nigdy wcześniej tego nie próbowałam. Nic. Nie pomogło. Włożyłam znowu. Z mojej buzi wyleciała zaledwie ślina z czymś, co prawdopodobnie nie dotarło jeszcze do żołądka. Ale nie można uważać tego za wymioty. Znowu włożyłam dwa palce. Nic. Wściekła rozpuściłam włosy. Mama kończyła rozmowę.
Stoję przed lustrem. Patrzę. Z pokoju dobiega mnie spokojna muzyka. Ułożyłam włosy tak, aby wyglądały jakoś normalnie. Spuściłam wodę w toalecie, tak aby nic nie odbiegało od normy.
Wychodzę. Idę. Siadam na kanapie jak gdyby nigdy nic. Mama nic nie zauważy. Na pewno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz