wtorek, 2 kwietnia 2013

16 Dzień

Odkryłam błąd w obliczaniu dat :)

Dzwoni telefon. Mama gdzieś poszła. Idę. To tata. Telefon mamy więc udaję, że niczego nie widziałam. Nerwowa atmosfera. Mama poszła do kościoła, ale przed wyjściem pytała sie mnie o numery telefonu jakby to była sprawa życia i śmierci. Może to jest taka sprawa.

Przez cały dzień próbowałam się powstrzymać od jedzenia. Trochę wyszło. Ćwiczenia poszły tak sobie. Może mam gorączkę. Obok mnie leży książka, którą powinnam przeczytać. Nie chce mi się. W brzuchu czuję lekką pustkę. W ustach smak po jabłku. Czuję się gruba. Staję przed lustrem. Nogi, które są ładne, ale mogłyby być ładniejsze i chudsze. Brzuch, którego mam dosyć. Biodra, które są za szerokie. Twarz. Zmęczona i gruba. Grube ramiona. Ledwo się trzymający kucyk. Masakra.
Na mojej ręce jest bransoletka z napisem HARRY. To ona mnie motywuje. Choć człowiek o którym myślę nie istnieje. Ja w niego wierzę. To dla niego. Dla ideału, który i tak nie istnieje. Po moich oczach zaczęły spływać łzy. On nawet nie wie o moim istnieniu. A ja dla niego tyle robię. On nie wie o niczym. Ale dla mnie jest wszystkim. W każdej chwili mojego życia jest obok mnie. Zawsze rozumie. Ma dla mnie czas. Wprawia mój głos w drżenie. Przytula, gdy mi zimno. Motywuje do ćwiczeń. Stoi ze mną na urwisku. I odciąga mnie. A nawet nie wie o moim istnieniu! To jest niesprawiedliwe. Lub ja jestem niepoważna. Dzięki niemu schudłam już 3 kilo. To jego zasługa. Dziękuję ci za to kochanie. Wiem, że tego nie zobaczysz, ale dziękuję. I wciąż mnie motywujesz! Kocham Cię. Tyle tobie zawdzięczam. A ty mi nic. Jesteś moim wymysłem, ale kocham cię. Bo jesteś bardziej realny, niż jakakolwiek znana mi osoba. Bo żyjesz we mnie. Kocham cię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz